Najnowsze dane Eurostatu mocno podważają stereotyp Polaka, dla którego alkohol jest niemal elementem codzienności. Codzienne picie deklaruje zaledwie 0,5 proc. badanych. W całej Unii Europejskiej odsetek ten jest niemal dziesięciokrotnie większy i wynosi 4,8 proc.
Co więcej, około 35 proc. Polaków nie piło alkoholu przez ostatni rok lub nie pije go wcale. Największa grupa – 44,6 proc. – sięga po alkohol rzadziej niż raz w miesiącu. Cotygodniowe picie deklaruje mniej niż 3 proc. badanych.
Krótko mówiąc: dla większości Polaków alkohol nie jest już codziennym ani nawet cotygodniowym zwyczajem.
Wódka nie zasila kasy tak jak wcześniej
O zmianie nie świadczą wyłącznie odpowiedzi udzielane ankieterom. Widać ją również w państwowej kasie.
W pierwszym półroczu 2026 roku wpływy z akcyzy od wyrobów spirytusowych wyniosły około 3,9 mld zł. Rok wcześniej w tym samym czasie fiskus zebrał 4,5 mld zł.
W ciągu roku ubyło więc około 600 mln zł, czyli ponad 13 proc. wpływów.
Podobny, choć znacznie słabszy, ruch widać w przypadku piwa. Akcyza przyniosła około 1,71 mld zł wobec 1,77 mld zł rok wcześniej.
Nie znaczy to, że cała akcyza przynosi budżetowi mniej pieniędzy – łączne dochody z tego podatku wzrosły dzięki innym kategoriom. Problem pojawia się konkretnie przy alkoholu. Państwo zakładało większe wpływy, tymczasem rynek zaczyna mu robić niespodziankę.
NFZ może na tym zyskać
Zwykle spadek wpływów podatkowych jest dla państwa złą wiadomością. W tym przypadku może jednak oznaczać coś korzystnego.
Alkohol zwiększa ryzyko wielu chorób, wypadków, urazów i przedwczesnych zgonów. Ich konsekwencje ponosi również publiczna ochrona zdrowia. Leczenie chorób związanych z alkoholem, hospitalizacje czy interwencje ratownictwa medycznego kosztują.
Jeżeli Polacy rzeczywiście będą pić mniej, a obecny trend utrzyma się przez lata, NFZ może wydawać mniej na leczenie zdrowotnych następstw alkoholu.
Na razie nie można jednak dopisywać Funduszowi konkretnych oszczędności. Eurostat bada przede wszystkim częstotliwość picia, a nie dokładną ilość wypijanego alkoholu. Ktoś może nie pić przez kilka tygodni, a później podczas jednej imprezy wypić bardzo dużo.
Zdrowotne skutki zmiany zachowań także nie pojawiają się natychmiast. W przypadku wielu chorób trzeba na nie czekać latami.
Stać nas na więcej alkoholu. A jednak pijemy rzadziej
Jest jeszcze jeden zaskakujący element tej historii. Polacy nie ograniczają alkoholu dlatego, że przestało ich na niego stać. Wręcz przeciwnie.
Z wyliczeń Ministerstwa Finansów wynika, że w ostatnich latach ekonomiczna dostępność alkoholu wzrosła. Wynagrodzenia rosły szybciej, dzięki czemu za przeciętną pensję można kupić więcej piwa, wina czy wódki niż kilka lat temu.
Mimo tego sprzedaż części alkoholi spada, rynek piwa od kilku lat się kurczy, a fiskus zbiera mniej pieniędzy z akcyzy od mocnych trunków.
To jedna z tych sytuacji, w których 600 mln zł mniej w państwowej kasie nie musi oznaczać 600 mln zł straty dla państwa jako całości.
Fiskus już wystawił pierwszy rachunek za zmianę zwyczajów Polaków. Jeżeli za kilka lat podobny rachunek zacznie wystawiać NFZ – tyle że z mniejszą liczbą hospitalizacji i chorób związanych z alkoholem – może się okazać, że była to wyjątkowo opłacalna strata.